Krótki zarys wszystkiego - fot. Kasia Bąba

I tak w kółko

Zawiść, zbrodnia, wojna, upadek, zawiść, zbrodnia, wojna, upadek, zawiść, zbrodnia, wojna upadek, zawiść, zbrodnia, wojna, upadek. Tak krótko można opisać dzieje Ziemi. Cloud Theater roztacza przed nami bardzo pesymistyczną wizję natury człowieka. Już kiedy byliśmy małpami rywalizowaliśmy ze sobą, a umiejętność posługiwania się narzędziami wykorzystaliśmy by zabijać. Od milionów lat nic się nie zmieniło – nie ma dnia, w którym gdzieś na globie nie toczyłaby się wojna. Ale zacznijmy od początku.

Na podłodze leżą aktorzy w błękitnych kostiumach przylegających do ciała. Nad nimi ekran, z boku reżyser Teo Dumski i rysownik Sebastian Siepietowski przy tabletach. Wygląda to intrygująco, ciekawość rozpiera. W spektaklu wykorzystano nowe technologie łączące trzy sztuki – teatr, film i animację, sami twórcy nazywają ten rodzaj widowiska performative cinema. Nad matą po której poruszają się aktorzy zawieszona jest kamera, która rzuca na ekran obraz z góry. Zwykle w teatrze nie mamy do czynienia z oglądaniem sztuki z takiej perspektywy. Do tego obrazu dodawany jest rysunek na żywo i efekty wideo.

Mamy więc dwa równoległe palny. Plan poziomy – podłoga. Tu jesteśmy światkami procesu twórczego, możemy oglądać aktorów na żywo. Nie ma kulis, widzimy jak po zejściu z maty wychodzą z ról, jak przygotowują sobie rekwizyty, popijają wodę. Widzimy znaki, które daje im reżyser. Oprócz tego można obserwować prawdziwą grę aktorską, wyraz ich twarzy, mimikę, emocje – to, co niewidoczne na ekranie.

Plan pionowy – ekran. Tu możemy podziwiać sceny grane przez aktorów z lotu ptaka w scenografii, którą na żywo tworzy Sebastian Siepietowski. To właśnie w tym planie widać ogrom możliwości, jakie daje połączenie teatru i technologii. Postacie mogą znaleźć się w dowolnym miejscu, kontekst zdarzeń może zmienić się w ułamku sekundy, wystarczy zmazać lub dorysować jeden element – nie jest to możliwe w teatrze.

Spektakl jest bardzo wymagający dla aktorów. Przez dwie godziny są w nieustannym napięciu intelektualnym i fizycznym. Muszą nauczyć się orientacji w nowej przestrzeni, w niewidzialnym dla nich świecie i przystosować się do innego sposobu poruszania się – wszystko to, co zwykle robią w pozycji wertykalnej, muszą wykonać horyzontalnie. To także sprawdzian dla pracy zespołowej. Aktorzy tworzą jeden organizm – nie ma tu pierwszo- i drugoplanowych ról – każdy gra po prostu człowieka, każdy ma taki sam kostium, każdy podobny przydział czasu spędzonego na scenie. Widać wysiłek całego zespołu – sięgają poziom wyżej w lalkarstwie. Animują coś, czego nie da się dotknąć, gdy się to animuje – technologię.

Wszyscy widzowie zachwycają się nową formą, wszyscy widzą zapowiedź teatru przyszłości. Ale warto podkreślić, że „Krótki zarys wszystkiego” to nie tylko nowinka technologiczna, lecz także dzieło, które pozwala zastanowić się nad naszym miejscem w dziejach. Poprzez pokazanie skrawków historii świata twórcy kreują smutny obraz natury człowieka – generującego nienawiść, niszczycielskiego, marnującego potencjał. Z dystansu, na rysunkowym ekranie, największe konflikty zbrojne, to, co angażowało tyle emocji, wszystkie sprawy, o które walczono, wydają się zwyczajnie głupie. Są jedynie modyfikacjami kolorów na mapie.

Często do tych najbardziej tragicznym momentów aktorzy podchodzą z czarnym humorem, co dodatkowo wstrząsa. Widzimy scenę zabawy, postacie biegają naokoło maty, skaczą na nią, ustawiają się w dziwnych pozycjach, obraz ich ciał za każdym razem zostaje na ekranie. Przybiegają kolejni i kolejni, kładą się wyżej, zdjęcie, zostają. Z tej niewinnej zabawy wyłania się potworny obraz góry ludzkich trupów. Teraz Sebastian Siepietowski dorysowuje dwa duże budynki i dosłownie jedną prostą kreską mały samolot.

Wydarzenia nie są podawane chronologicznie, na ekranie wyświetlają się różne daty, czasem ważne i przełomowe, a czasem przypadkowe, tylko orientacyjnie sygnalizujące umiejscowienie w historii, czasem także wybiegające w przyszłość – wszystko nie kończy się przecież dzisiaj (chyba). Ta przyszłość również nie jest kolorowa. Przed nami mapa Europy – 2016 rok. Po chwili na rysunku pojawiają się małe kropeczki, zegarek rusza, odmierza kolejne lata, teraz zielone kabelki, potem czerwone. Europa wygląda jak bomba, która tylko czeka, żeby wybuchnąć. Zegarek przyspiesza, obraz powoli zamalowywany jest dużymi, czerwonymi kreskami, wkrótce to wszystko się skończy. Nie wiadomo, po co byliśmy tam my i nasze marne istnienia. Bum i nie ma. Błysk i białość.

To jednak nie koniec. Przez nicość przebijają się postacie, zaraz przebrną do środka i przez czarną dziurę, aby stać się nowymi komórkami, które zapoczątkują istnienie. I od początku, i tak w kółko.

Karolina Okurowska

Krótki zarys wszystkiego
Cloud Theater
Reżyseria: Teo Dumski
Rysunek live: Sebastian Siepietowski
Efekty wideo live: Teo Dumski
Współpraca muzyczna: Kamil Dysiewicz, Maciej Zakrzewski
Kostiumy: Gabriela Budzyńska
Choreografia: Jan Nykiel
Produkcja: Sławomir Chomiak
Obsada: Magdalena Bocianowska, Bożena Bukowska, Katarzyna Janekowicz / Anna Nowak, Agata Obłąkowska-Woubishet, Kamil Dysiewicz / Mateusz Kieraś, Przemysław Furdak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s