Samozmaganie

Król Syzyf panował w Koryncie. U szczytu skalistej góry, zwanej Akrokoryntem, stał jego pałac, otoczony czarnym i zielonym kręgiem starodrzewu. Z rana, po kąpieli, wychodził król na terasę zamkową i rozglądał się po swoim państwie. Słońce wilgotne i czyste przydawało słodyczy fali pagórków biegnących nad wybrzeżem sarońskim. Jan Parandowski w Mitologii wyraźnie pisze, że Syzyfowi do szczęścia niczego nie brakowało. Wręcz przeciwnie – nawet: był ulubieńcem bogów, którzy zapraszali go na ucztę na Olimpie. Jedyną wadą Syzyfa było to, że lubił plotki. I choć bogowie przymykali na nie oko, to dobre stosunki z władcami tego świata skończyły się, gdy pewnego razu zdradził jakiś ważny sekret Dzeusa. Ten wysłał do niego bożka śmierci Tanatosa, lecz sprytny władca Koryntu zastawił na niosącego śmierć zasadzkę, złapał go i zamknął w piwnicy. Ludzie przestali umierać, więc Dzeus, jako pilnujący porządku całego istnienia, wysłał Aresa, by uwolnił Tanatosa. Syzyf umarł, ale polecił żonie, by nie grzebała jego ciała. Jego duch błąkał się i męczył. Umarły zrzucił winę za swoją niedolę na niegodziwy postępek żony, więc Pluton pozwolił mu wrócić do żywych, by kobietę ukarać. Przebiegły Syzyf powrócił na ziemię i został tam jeszcze na wiele, wiele lat. Żył tak, by bogom nie rzucać się w oczy i o sobie nie przypominać. Jednak w piekle nie zapomniano o jego czynach i w Hadesie otrzymał ciężką karę bezskutecznego, ciągłego wtaczania ciężkiego głazu na górę, który – gdy Syzyfowi wydaje się, że już osiągnął cel – stacza się z powrotem na sam dół. Karą dla niego stała się niekończąca się nigdy, bezowocna praca, nieprzynosząca niczego oprócz wielkiego wysiłku.

Dwie pozornie różne tradycje – biblijna i mitologiczna – spotkały się podczas Festiwalu Lalka też Człowiek. Dwa pozornie różne spektakle w zupełnie odmiennej estetyce. Tu zespół, tu monodram. Tu muzyka, tu ruch. A jednak wydźwięk obu realizacji okazał się podobny. Lwowski Teatr Miniatur Estradowych „I lalki i ludzie” swoim spektaklem Eklezjasta przypomniał słowa Księgi Koheleta ze Starego Testamentu, które mówią o tym, że trzeba żyć i cieszyć się swoją pracą, bo cóż nam innego pozostało, gdy wszystko inne to marność. Konieczna jest radość, by choć trochę odsunąć poczucie bezsensu egzystencji. Skąd jednak to poczucie? Zdaje się, że z nas samych. I o tym właśnie opowiada bułgarskie przedstawienie teatru Puppet’s Lab Ja, Syzyf.

Ja, Syzyf. Ty, Syzyf. My, Syzyfowie. Po prawej stronie sceny na postumencie z czarnych drewnianych sześcianów stoi rzeźbiona głowa – piękna męska twarz. Przypomina nieco białe antyczne rzeźby greckie. Pod koniec zostanie z niej wyciągnięty cały rząd innych głów, większych i mniejszych. Cały rząd naszych myśli, mniejszych i większych wewnętrznych demonów, które sami sobie stwarzamy.

Stoian Doichev – młody mężczyzna w czarnych leginsach i z gołym torsem, aktor i tancerz o niezwykłej świadomości ciała i lalkowej wyobraźni, w czarnej, wydawałoby się, że wręcz smolistej, ciężkiej przestrzeni przedstawia różnych Syzyfów. Nie potrzebuje do tego ogromnej scenografii. Wystarcza mu własne ciało, identyczne główki lalek o różnych rozmiarach, czarne drewniane kubiki. Przesuwa je, przenosi, czasem buduje z nich schody, prowadzące w przepaść. Sam tworzy sobie ścieżkę, by polecieć w otchłań. Ciałem dla głów lalek stają się cieliste rajstopy albo palce aktora. Niekiedy lalkowe istnienia tworzy w taki sposób, że jego ciało staje się ciałem lalki. Sprawność animacyjna Doicheva jest taka, że nie wątpimy w życie lalek i doskonale chwytani jesteśmy w uplecioną przez niego sieć iluzji. Gdy głowy lalek ma na swoich ramionach, nie wątpimy, że na scenie są trzy osoby, gdy taką głowę, w zatrzymanym na ustach niemym krzyku, ma na swoich kolanach, jesteśmy pewni, że właśnie oto na scenie pojawił się jeszcze ktoś, z kim artysta musi się zmagać. Ale przecież tak naprawdę nikt się nie pojawił. To jakiś alternatywny ja, z którym trzeba się zmagać. Zmagamy się z samymi sobą.

Wszyscy jesteśmy Syzyfami? Zmagamy się z kamieniem, który musimy wtoczyć na górę? Czy to nie nasza głowa?

Karolina Przystupa

Ja, Syzyf
Puppet’s Lab, Bułgaria
Reżyseria: Veselka Kuncheva
Scenografia i lalki: Marieta Golomehova
Muzyka: Hristo Namliev
Występuje: Stoian Doichev
13 października 2016, Instytut Teatralny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s