Dla kogo bomba?

Świat jest nieskończony – pozostaje zupełnie poza możliwościami naszego poznania. Nie tylko to, co daleko w kosmosie jest dla wielu tajemnicą, lecz także to, co najbliżej, ale tak małe, że nie można tego zobaczyć, poczuć i zrozumieć. W 1911 roku Ernest Rutherford dokonał ostatecznego potwierdzenia istnienia jądra atomowego. Odkrycie to przyczyniło się do rozwoju wielu dziedzin – energia atomowa służy do zasilania aparatury sąd kosmicznych, okrętów podwodnych, lotniskowców, elektrowni jądrowych, stosowana jest także w diagnostyce medycznej i w leczeniu chorób nowotworowych. Niestety to obiecujące odkrycie wykorzystano także do konstrukcji broni jądrowej.

Bohaterem przedstawienia Krzysztofa Zemło jest naukowiec zafascynowany chemią – może właśnie Ernest Rutherford – jego głównym zajęciem jest rozmyślanie nad budową atomów. Na ścianie wyświetlany jest powiększony obraz przedmiotów, które naukowiec ma pod ręką – błyszczą i migoczą w świetle, tworząc kolorowe mozaiki, wyraźnie nawiązujące do abstrakcji Eugenio Carmi – ilustratora Generała i bomby – bajki Umberto Eco. Na tej właśnie historii oparta jest fabuła spektaklu.

Dobro płynące z nauki ma zostać wykorzystane przeciw ludzkości. Znamy takie zdarzenia z historii i wiemy, jak tragiczne były w skutkach. W Generale i bombie jest jednak inaczej – naukowiec podmienia atomy w bombach na ziarna, sprawiając, że miasto zamiast w pogorzelisko, przemienia się w ogromny ogród. Fabuła kontrastuje rzeczywiste realia z bajką – sprawia, że to, co stało się naprawdę, zostaje przypomniane i wydaje się jeszcze bardziej tragiczne. Cieszymy się, że mieszkańcy papierowego miasteczka patrzą na spadające kwiaty i wtedy zdajemy sobie sprawę, że nie było tak, że prawo do obserwacji kwiatów spadających nieba mają tylko papierowe ludziki, że prawdziwi ludzie zostali obróceni w pył, rozczłonkowani, zgnieceni.

Wydaje się jednak, że Krzysztof Zemło podszedł to tematu trochę bezrefleksyjnie. Sprowadził tę ciekawą historię do dziecięcej opowiastki. Nie wykorzystał potencjału, jaki niesie ze sobą ta historia – co najdotkliwiej daje się we znaki w poincie. Zamiast podkreślić sens utworu słodko-gorzką myślą, albo wymownym znakiem plastycznym, naukowiec wyskakuje spod stołu z kolorowym fajerwerkiem. Z kartonowego walca wyskakują błyszczące wstążki, a Krzysztof Zemło krzyczy „dla mnie bomba!”.

Przedstawienie ma jednak swoje dobre strony – ciekawie obrazowana jest hierarchia społeczna. Za pomocą zmiennej skali lalek pokazywany jest rozkład sił władających światem – jeden człowiek może przemienić w piekło życie tysiąca nic nieznaczących. Największy jest przywódca – wyświetlony na projekcji wideo, ogromny, niedostępny cień. Nieco mniejsi są uśmiechnięci panowie – lalki z ogromnymi głowami pozbawionymi wyrazu i ruchomymi wąsami, a jeszcze mniejsze zawieszane na wieszaku postaci generałów. Najmniejsi i najdelikatniejsi są tutaj zwykli obywatele – to jedynie kilkucentymetrowe, wycięte z tektury ludziki. Pomysł z wielkością postaci zgadzającą się z ich miejscem w hierarchii i mocą zmiany rzeczywistości był dobry – zabrakło jednak konsekwencji w plastyce. Konwencje mieszają się – tu kawałek projekcji, tu lalki ze styropianu, tu z kartonu, tu połączone z materiałem, tu pomalowane, tu kolorowe, a tu białe, tu gładkie, a tu pomarszczone. Różnice w plastyce lalek wydają się być niczym nieuzasadnione i tworzą na scenie niepotrzebny chaos.

W tym zabałaganionym świecie jest też człowiek – ów naukowiec opowiadający historię bomby. Zdaje się nie panować nad światem, który stworzył – upuszcza rekwizyty, powtarza pojedyncze słowa kilkakrotnie, jakby próbował sobie przypomnieć, co było dalej. Niepotrzebnie komentuje swoje działania. Zamiast animować lalki, jedynie zmienia ich pozycje – przestawia je z miejsca na miejsce, sprowadzając do roli rekwizytu.

W stopce spektaklu jest kategoria „działania aktorskie”, a nie „obsada”, czy „naukowiec:”. To by się zgadzało – aktor sprowadzony jest tutaj do narratora i właściciela przedmiotów, które tworzą plastyczne obrazy. Trochę szkoda, bo chciałoby się czegoś więcej niż edukacyjnej pogadanki – naukowiec mógłby być postacią wielowymiarową, ambiwalentną. Czy na prawdę nie wiedział, do czego zostanie wykorzystany jego wynalazek? – to trochę zbyt naiwne. Przecież generał jest tylko cieniem, a cała reszta świata figurami, nad którymi władzę ma naukowiec. On jako jedyny zostaje wyodrębniony spośród przedmiotów – jest kreatorem i niszczycielem. Szkoda, że ten doskonały pomysł wyróżnienia naukowca w planie żywym, nie wybrzmiał.

Widownia już w trakcie spektaklu podzieliła się na dwa obozy – po mojej lewej stronie słyszałam, „wow”, „ale fajnie”, „ha ha ha”, a po prawej „o Jezu”, „niech to się już skończy”, „ehh”. Rozumiałam i jednych, i drugich – spektakl z pewnością ma potencjał, jest wiele ciekawych rozwiązań plastycznych, wiele zgrabnie dobranych metafor, niestety są także momenty, w których chaos, redundancja i pływanie jedynie po powierzchni tematu nie dają spokoju.

Karolina Okurowska

Dla mnie bomba!
Lalki i ludzie
Scenariusz i reżyseria: Krzysztof Zemło
Scenografia: Ewa Zemło
Muzyka: Jan Wyszkowski
Działania aktorskie: Krzysztof Zemło

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s