Teatr w formie – felieton

W potocznym rozumieniu dzieła sztuki – na przykład wiersza, obrazu, spektaklu teatralnego – wciąż pokutuje pogląd, że istnieją dwie autonomiczne kategorie treść oraz forma. I to właśnie wiara w ich autonomiczność i przeciwstawność nakazuje formułować takie sądy jak: treść tej książki mi się nawet podobała, jednak nie mogłem jej doczytać do końca ze względu na nieprzystępną formę. Jednak doświadczenie kultury oraz semiotyka każą podważyć zasadność podobnych twierdzeń.

Każde dzieło jest jakimś komunikatem i coś znaczy, czyli posiada znaczenie. I tutaj pojawia się fundamentalny problem, czym owo znaczenie jest i z czego się składa. Znaczenie, w dużym uproszczeniu, odsyła ludzi – odbiorców komunikatu – do pewnych zjawisk, wydarzeń, przedmiotów, elementów rzeczywistości (rzeczywistości realnej, wirtualnej, artystycznej – jakiejkolwiek). Znaczenie także składa się z dwóch powiązanych ze sobą elementów: znaku oraz ludzkiego wyobrażenia jakiegoś elementu rzeczywistości. Na przykład znaczenie odsyłające nas do wiejskiego zwierzęcia jedzącego trawę, dającego mleko, mającego czarne i białe łaty etc., składa się ze znaku krowa oraz naszego wyobrażenia o tej krowie. Jednak jeśli zmienimy znak na mućka zmieni się także wyobrażenie, ponieważ inne cechy krowy zostaną uwypuklone. Znak mućka koncentruje się na tym, że zwierzę to muczy, więc mimo że element, do którego się odsyła, pozostaje pozornie bez zmian, inne jest całościowe znaczenie.

Forma i treść, o których wspominałem na początku, są jak znak i wyobrażenie, są nierozerwalnie związane – jeśli będziemy manipulować formą, nie pozostanie to obojętne dla treści. Powiem nawet więcej, niektóre znaczenia można osiągnąć, wykorzystując wyłącznie pewne formy. Doskonałym przykładem jest malarstwo, gdzie obrazy figuratywne i abstrakcjonistyczne dzięki różnicy form oddają różne treści. Technikami abstrakcjonistycznymi można skuteczniej niż figuratywnymi opisać stany emocjonalne.

Podobnie sytuacja ma się w teatrze. Legnicki Teatr Modrzejewskiej kierowany przez Jacka Głomba jest teatrem wyjątkowym. W swoich spektaklach zaskakuje formą, do której widz współczesnego teatru nie przywykł, a raczej od której odwykł. Sposób prezentowania treści jest – jak może się wydawać – nadzwyczaj nieatrakcyjny: brakuje wielkich konstrukcji scenograficznych, nie ma złożonej i wymyślnej gry światłem, rzadko pojawia się bardzo znacząca muzyka. Za to dominantę stanowi słowo i opowiadana historia. W przedstawieniu „Przerwana odyseja” prawie przez cały spektakl niemal wszystkie postacie znajdują się na scenie i głównym ich zadaniem jest opowiedzenie historii i to opowiedzenie dosłownie – słowami. W ogóle opowiadanie historii i narracja w legnickich teatrze zasługują na oddzieln01y artykuł. Wracając jednak do formy – zabiegi dźwiękowe i świetlne są w tym spektaklu obecne, jednak są one wtórne w stosunku do prowadzonej opowieści – wynikają z niej, uzupełniają ją i wzmacniają, stając się niejako transparentnymi i przez widza niedostrzegalnymi. Dzieje się tak, ponieważ one nie mają przeszkadzać, a mają wspierać opowieść. Podobnie dzieje się w przypadku scenografii – każda zmiana w otoczeniu jest powodowana przez postacie sceniczne i wynika z ich ekspresji, czyli proksemika jest naturalnym wynikiem działania postaci, a nie efektem przestawiania przedmiotów przez aktorów.

Takie przygotowanie spektaklu wyraźnie daje znać widzom, że powinni skupić się na zaprezentowanej historii, a nie na zabiegach formalnych. I gdyby forma była inna, zmianie uległoby całe znaczenie dzieła, a przecież dzieło teatralne jest jednym z najbardziej zaawansowanych pod względem złożoności znaczeń, co oznacza, że potencjalnie najłatwiej jest zepsuć niewłaściwymi zabiegami. Bo nie chodzi o to, żeby forma była oszczędna, ale o to, żeby była odpowiednia. Inny legnicki spektakl – „Droga śliska od traw” – posiada spójniejszą narrację niż „Przerwana odyseja”, a jednocześnie zabiegi formalne są bardziej wyraziste, jest to możliwe dzięki temu, że w tym przypadku jasność historii trudniej zaburzyć, więc można pozwolić sobie na dystrakcję widza.

Ostatecznie nie powinno się zarzucać legnickiemu teatrowi żadnych niedomagań pod względem formy, ponieważ jest ona zawsze składnikiem znaczenia – nigdy nie powinna funkcjonować w oderwaniu od niego. Pod tym względem te spektakle przypominają słuchowiska radiowe, które koncentrują się również na opowiedzeniu historii – przerysowana forma zakłócałaby ich odbiór. Sytuacja wygląda tak samo w każdym typie teatru. Na przykład w teatrze lalek – gdzie przecież podstawą ekspresji artystycznej są zabiegi formalne – dzięki właściwemu operowaniu formą można uzyskać znaczenia wynikające ze szczególnej relacji nieożywionej materii i animatora, czyli tego, który tę materię ożywia. I tutaj należy twardo postawić tezę, że każdy teatr jest dobry, jeśli forma współgra z treścią, ponieważ nie są to wrogowie, a najlepsi przyjaciele.

Kamil Wabnic

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s