O-presja teatralna

Na czym zasadza się relacja reżyser-aktor? Czy relacja reżyser-aktor opiera się na opresji? Rzekoma władza tego pierwszego nad drugim jest przecież tylko umowna i właściwie w każdej chwili może ulec odwróceniu. Wystarczy, że reżyser jest za słaby, nieprzygotowany i nie wie, czego chce, a aktor jest doświadczony, już przecież swoje przeżył i nie z takimi jak ten młodzik pracował. To także sytuacja opresyjna, bo łamiąca to, co zostało ustalone, świadcząca może nie tyle nawet o ignorancji reżysera, co o bucie i zakompleksieniu aktora. Ale co, jeśli reżyser za bardzo wie, czego chce? Może wiedzieć „za bardzo”? Może. I wtedy żaden partner-aktor nie jest mu potrzebny, żaden współtwórca, bo wszystkich traktuje jako narzędzia do realizacji swojej wizji. Cześć obrazu, instalacji, performansu, można to nazwać jakkolwiek. Nie o szacunek wtedy chodzi, nie o partnerstwo, ale o makiaweliczne „po trupach do celu”. Okazuje się, że szkolne przyzwyczajenie nauczyciel-uczeń i hierarchia nie zawsze rozumiane są tak jak powinny.

Teatr jest rzekomo przestrzenią dialogu. Członkami tego dialogu są tak twórcy – na poziomie reżyser-aktor, dramaturg-reżyser, aktor-aktor, scenograf-aktor, etc. – jak i odbiorcy. Schemat komunikacyjny i interpretacyjny teatru – gdyby go rozrysować – jest najbardziej skomplikowany ze wszystkich dziedzin sztuki. Skoro ten dialog na jakimś poziomie już podczas tworzenia przyjmuje opresyjną czy wręcz „przemocową” formę, to czy ta opresja nie jest później udziałem widzów? Widzowie stają się zarówno ofiarami, jak i biernymi (a nawet czynnymi) uczestnikami przemocy. Patrzą z wygodnych miejsc, gapią się czasem, nie szczędząc niczyjemu ciału swojego gapienia się. W końcu to przecież spektakl, a na spektakl się patrzy.

I na koniec: czy relacja postać-aktor naprawdę istnieje? Czy nie jest to tylko pozorna gadanina, która pozwala wmówić sobie, że „to nie ja robię, to nie ja mówię, to postać”. Czy nagie ciało aktora jest kostiumem? A czy ten „kostium” nie wygląda czasem tak samo, gdy nie należy do postaci, a do aktora w prywatnej sytuacji? Czy nagie ciało nie jest po prostu nagim ciałem? A gdy nagość jako środek teatralny zamienia się w wulgarną goliznę, to czy to nadal jest teatr czy już prawdziwe życie? I wreszcie, czy gdy patrzymy na człowieka działającego na scenie i boimy się/ troszczymy/ współczujemy/ wstydzimy za aktora a nie za postać, to czy to jeszcze opresja teatralna czy już opresja z prawdziwego realnego tu i teraz?

Karolina Przystupa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s