Teatr jak z obrazka

Nieopodal warszawskiego rynku nowego miasta jest kamienica, na której namalowani są uliczni artyści – sztukmistrze. Koło jednego z okien tańczy para, koło drugiego ktoś jedzie na koniu bujanym, koło trzeciego uśmiecha się mężczyzna w niebieskim kostiumie. Ja także się uśmiecham, bo wiem, że zaraz za rogiem te postaci z malunku ożyją i zabiorą mnie na chwilę do ich świata. Świata, o którym myślałam, że istnieje tylko na kartach Historii teatru lalek.

Kataryniarz - fot. Kamil Wabnic
Kataryniarz – fot. Kamil Wabnic

Słychać katarynkę wygrywającą znane melodie, na katarynce siedzi ogromna papuga, która wtóruje do melodii. Kataryniarz w kapeluszu, czerwonej kamizelce, z siwą brodą, z kolorową chustką na szyi, uśmiechnięty. Nieopodal stoją trzy mini scenki – to tam będą rozgrywać się spektakle. Klimat wydarzenia jest już zbudowany. Zaraz zaczną się przedstawienia. Zaprezentują się artyści z całej Europy – pokażą kilka zapomnianych już technik lalkarskich.

Na przełomie XVIII i XIX wieku na miejskich ulicach można było zobaczyć komediantów – lalkarzy, pacykarzy. Przedstawienia z udziałem pacynek opierały się na tradycji commedii dell’arte. W każdym europejskim kraju postacie z ulicznego teatrzyku występowały pod innym imieniem, ale łączył je wspólny charakter i schematy fabularne ich postępowania: we Włoszech – Pulcinella, w Holandii – Jan Klaassen, w Niemczech – Kasparelle, w Anglii – Punch, a w Rosji – Pietruszka. Byli to najczęściej męscy protagoniści. Nie mieli służyć za przykład moralny, ich postępowanie bywało sprzeczne z normami społecznymi: często oszukiwali, byli chytrzy, skorzy do bójek, wulgarni, wplątujący się w zabawne sytuacje. Ich twarze były wykrzywione, czasem z dużymi nosami, śmieszną czapką, maską. Podstawowy ekwipunek to kij do bicia przypadkowo napotkanych osób. Nie były to jednak jednoznacznie czarne charaktery – fabuła scenek sprawiała, że publiczność mogła w nich dostrzec samych siebie, kibicować im w zmaganiach ze światem, śmiać się z ich (swoich) prostych problemów.

Na festiwalu w Warszawie można było zobaczyć kilka z tych zabawnych postaci. Z Holandii przyjechał Jan Klaassen w wersji dla dzieci. Pod małym parawanem imitującym Amsterdam chował się jeden aktor. Z niezwykłą zręcznością animował trzy pacynki: Jana Klaassena, jego żonę i dziecko. Fabuła nie była skomplikowana, to jedna z klasycznych historii niegdyś popularna w całej Europie – żona daje do opieki Janowi Klaassenowi dziecko, którym on nie potrafi się zając, dziecko bez przerwy ucieka, bawi się nożyczkami, zapałkami i bronią, figluje – Jan Klaassen próbuje powstrzymać je, wymyślając najrozmaitsze pułapki. Po przedstawieniu Egon Adel pokazał dzieciom także inne lalki zrobione z prostych materiałów – oficera ze szczotki i psa ze starego buta.

W tej samej scenografii występowała artystka z Włoch – Irene Vecchia z Pulcinellą. Pokazała neapolitańską wersję tego teatru pielęgnowaną przez kolejne pokolenia lalkarzy. Oprócz tradycyjnej fabuły i konstrukcji postaci, formę tę charakteryzuje niezwykle wyraźna rytmizacja. Cały spektakl skonstruowany jest jak utwór muzyczny. Każdy ruch pacynek wydaje dźwięk – uderzenia rąk i głowy o scenografię, kija o kij i o głowę przeciwnika, a także charakterystyczny głos Pulcinelli – przypominający gdakanie kaczki. Ta muzyczność sprawia, że przedstawienie ogląda się wspaniale, a zasłyszana melodia na długo pozostaje w pamięci.

Artystki z Czech wystąpiły w spektaklu Dwa Kaspary. Nad parawanem króluje dwóch przyjaciół, którzy nieustannie dokuczają sobie nawzajem – to jeden zabierze drugiemu poduszkę, to drugi odbije pierwszemu dziewczynę. Sceny z ich udziałem są przeplatywane scenami klaunek – Pani Gulaszowej i Pani Pączkowej w planie żywym. Aktorki animują nie tylko lalki, lecz także widzów – mówią bezpośrednio do nich, zadają im pytania, a nawet angażują w odgrywanie drobnych scenek. Wszystko jest kolorowe i zabawne.

Ten sam teatr zaprezentował także przedstawienie dla dorosłych – inspirowane średniowieczną tradycją. Tematem była śmierć – kiedyś takie przedstawienia pomagały oswoić ludzi z tematem umierania – dzisiaj także nie pozostawiają widza bez refleksji. Na początku widać postać, która wychodzi zza parawanu, dzwoni dzwonkiem, ubrana jest na biało, jej twarz przysłonięta jest maską. Jej ruchy są powolne, rytmiczne, wprowadzają widza w mroczny klimat. Reszta spektaklu odbywa się za parawanem, w gospodzie, za sprawą podstępnego gospodarza, śmierć zbiera obfite żniwo.

Na festiwalu zdecydowanie królowały pacynki, ale nie zabrakło również marionetek – tych zupełnie tradycyjnych i tych autorskich, nowoczesnych.

Wystąpił Teatr TYJATR ze Słowacji ze spektaklem opierającym się na ludowym podaniu o Herkulesie. Scenariusz i techniki lalkarskie przekazali Ivanowi Gontko ojciec i dziadek, a teraz on przekazuje je swoim córkom. W niezmienionej formie przedstawienie jest już grane od ponad czterdziestu lat. Akcja jest podzielona na kilka rozdziałów, po każdym z nich gospodarz teatru wychodzi do publiczności i śpiewem komentuje wydarzenia. W trakcie marionetkowych scenek podkłada głos pod każdą z postaci i animuje je. Występują marionetki sycylijskie – doskonałe do odgrywania scen z udziałem bohaterów, bijatyk, szybkich zwrotów akcji.

Zupełnie inaczej wykorzystał marionetki András Lénárt – węgierski sztukmistrz. Zbudował on zupełnie nowy model lalki – małej, poruszanej za pomocą drutów i żyłek, doskonale imitującej ruch. Na akordeonie zagrał nam mikro pajacyk, wyskoczyła z wody syrenka, zatańczyła bialutka baletniczka. Wszystko było zanurzone w delikatnej muzyce, która sprawiała, że marionetkowy świat był jeszcze bardziej wiarygodny. Lalki poruszały się jak żywe, jakby w ich malutkie ciałka na prawdę było tchnięte życie. Baletniczka po chwili zeskoczyła z mikropodium, aby zatańczyć na dłoniach dzieci – te były zachwycone, szeroko otwierały oczy każdy chciał poczuć jej małe stópki na swoich dłoniach.

To pierwsza edycja festiwalu – jeśli uda się zorganizować kolejne – z pewnością warto się wybrać na warszawski rynek – aby przenieść się w przeszłość i zobaczyć, że mimo upływu lat, możemy w lalkach dostrzec samych siebie i pośmiać się z własnych potyczek ze światem.

Karolina Okurowska
01/08/2016

Egon Adel – Holandia, „Jan Klaassen – bohater pacynek”
András Lénárt, Mikropodium – Węgry, „STOP”
Irene Vecchia – Włochy, „Historia Pulcinelli”
Mirka Vydrová, Marcela Šiková, Divadlo Borivoj – Czechy, „Dwa Kaspary”
Ivan Gontko, Rebeka Gontko TYJÁTR – Słowacja, „Herkules
Mirka Vydrová, Marcela Šiková, Divadlo Borivoj – Czechy, „Pożegnanie

Artykuły << Teatr jak z obrazka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s